2 października 2022

Projekt Kosz

TWOJE ŹRÓDŁO KOSZYKÓWKI

Ważny triumf WKK, hit dla Sokoła, mamy spadkowiczów

W środowym spotkaniu mieliśmy naprawdę niesamowite emocje. WKK Wrocław pokonał AZS UMCS Start II Lublin, natomiast Żak rozgromił u siebie Kociewskie Diabły. W hicie kolejki Rawlplug Sokół Łańcut wygrał z Górnikiem w wałbrzyskim Aqua Zdroju.

WKK Wrocław – AZS UMCS Start II Lublin 93:84 STATYSTYKI

Dla obu zespołów było to kluczowe starcie o dalszy udział w walce o decydującą fazę play-off. Celem podstawowym wrocławian było zwycięstwo nad rezerwami Startu, a maksymalny wiktoria z nadrobieniem strat z pierwszego starcia. Lublinianie z kolei przyjechali na Dolny Śląsk z zamiarem przedłużenia sobie nadziei na decydującą fazę po dwóch fatalnych występach przed własną publicznością.

Początkowo mecz układał się po myśli wrocławian, gdy dwukrotnie zza łuku przymierzył Ochońko (12:5). Lublinianie w parę minut ogarnęli sytuację za sprawą punktów duetu Stopierzyński-Ciechociński. Po następnych punktach pierwszego z nich i kolejnych „oczkach” Myśliwca po dziesięciu minutach akademicy minimalnie byli lepsi (21:22). Jednak zawodnikom WKK udało się w drugiej kwarcie wyjść na wyższe prowadzenie, gdy zza łuku przymierzył Jędrzejewski, a spod kosza Chrabota (45:36). Przyjezdni za sprawą Obarka i Stopierzyński odrobili parę punktów, schodząc do szatani przy 5-punktowej stracie do wrocławskiego WKK (50:45).

Gospodarze zdołali stracić prowadzenie w połowie trzeciej kwarty, a ciągle skuteczny był Stopierzyński wspomagany przez Ciechocińskiego i Myśliwca. Michał Jędrzejewski wraz z Michał Chrabotą starali się utrzymać kontakt z rywalem. Trzypunktowy rzut Ochońko zamknął trzecią część. Na decydujące 10 minut ekipy schodziły przy +1 dla graczy z Koziego Grodu (69:70). Przez większość czwartej kwarty rezultat trzymał się w granicach remisu, a ciągle niezawodny w lubelskim zespole był Stopierzyński. Jednak w najważniejszej części pojedynku w zespole gospodarzy odpalili Koelner i Patoka. Dzięki ich dobrym zagraniom wrocławianie mieli 8-punktową zaliczkę (90:82), którą trzymali do końca konfrontacji.

Tomasz Ochońko zdobył dla wrocławian 19 punktów i 6 asyst. 17 „oczek” dopisał Michał Chrabota. W lubelskiej drużynie 40 punktów i 6 zbiórek zainkasował Mikołaj Stopierzyński, 21 punktów i 5 asyst dodał Karol Obarek. Zawodnicy z Koziego Grodu co nieco skomplikowali swoje szanse na play-offy. Ostatnie dwa starcia zadecydują o ich losie.

Miasto Szkła Krosno – Weegree AZS Politechnika Opolska 73:68 STATYSTYKI

Krośnianie po sobotnim zwycięstwie w Kozim Grodzie grają o poprawienie sobie rezultatu oraz nastroju, bo na dobrą sprawę ich szanse na play-offy są iluzoryczne. Inaczej przedstawia się sytuacja Politechniki Opolskiej. Zawodnicy Kamila Sadowskiego mają ogromny patent na wywalczenie sobie miejsca w trójce o ile Górnik lub Kotwica zaliczą wpadki, a opolanie wygrają ostatnie dwa mecze).

Miejscowi otworzyli mecz z mocnym przytupem. Po punktach Dariusza Oczkowicza i Szymona Rompy było 8:0 dla Miasta Szkła. W kolejnych minutach rywalizacji zawodnicy w białych strojach trzymali na dystans swoich przeciwników, zasłużenie wygrywając premierową odsłonę 21:12. W następnej kwarcie opolanie zabrali się za nadrabianie zaległości, co częściowo się udało. Po punktach spod kosza Szymona Kiwilszy i następnych „oczkach” zdobytych przez Pawła Kreffta przewaga krośnianie stopniowo zaczęła maleć (25:20). Wprawdzie grę w ataku trzymali Jasiński, Sobiech i Rompa, to opolscy koszykarze znaleźli mocny argument do zniwelowania strat. Punkty Dominika Rutkowskiego zamknęły pierwszą połowę rywalizacji, bo której gracze Szklanego Teamu mieli dwupunktowe prowadzenie (33:31).

Przez moment trzeciej kwarty mieliśmy równą walkę, lecz inicjatywę nadal po swojej stronie krośnianie. W dobrych momentach celnie trafiali Ciesielski oraz Jasiński, co dało dwucyfrową przewagę dla podopiecznych trenera Prawicy (47:37). Nieco później solidną robotę odwalił Konrad Dawdo, dodając pięć punktów. Jednak to nie wystraszyło przyjezdnych do tego stopnia, że zaczęli minimalizować straty na różne sposoby. W drużynie z Podkarpacia uaktywnił się Janik, trafiając na początku ostatniej części dwie trójki. Przyjezdni bronili się tą samą bronią. Zza łuku pocelowali Kobel oraz Rutkowski, a z pomalowanego pola zapunktował Kiwilsza. Gracze Politechniki Opolskiej jeszcze mieli szansę na odwrócenie rywalizacji przy 4-punktowej stracie do Miasta Szkła. Jednak decydujące słowa należały do Janika i Ciesielskiego. Pierwszy z nich trafił ważną trójkę, a drugi nie mylił się z rzutów wolnych. W ten sposób krośnianie po raz trzeci odnieśli swój triumf, pokonując wyżej notowanego rywala 73:68.

Przepiękne zawody zagrał Julian Jasiński, autor 27 punktów i 14 zbiórek. Solidną robotę zrobili także Roman Janik i Damian Ciesielski, notując odpowiednio: 14 „oczek” i 12 punktów, 5 zbiórek i 5 asyst. Po przeciwnej stronie 22 punkty i 6 zbiórek odnotował Dominik Rutkowski. Opolscy koszykarze do końca rundy zasadniczej pozostaną na czwartej pozycji. Z kolei krośnianie mogą powalczyć o jedenastą lokatę z TBS-em Śląsk II Wrocław.

Decka Pelplin – Dziki Warszawa 52:72 STATYSTYKI

Obie ekipy przed tym starciem miały różne cele. Pelplinianie to spotkanie musieli zwyciężyć, aby pozostać na zapleczu ekstraklasy na kolejny sezon. Warszawianie natomiast pojedynkują się po to, by nadal zostać w korespondencyjnym pojedynku o najważniejszą część postsezonu. W ostatecznym rozliczeniu Decka mimo porażki utrzymuje się w lidze.

W premierowej odsłonie niewiele się wydarzyło, choć przez większość tej kwarty rezultat delikatnie wskazywał na pelplinian. Jednak pod jej koniec Mateusz Szwed inkasował „oczka” z pola trzech sekund, co dało minimalne prowadzenie Dzików (13:14). Przewaga podopiecznych trenera Szablowskiego zarysowała się w następnej części, gdy zza linii 6,75 m celnie rzucali Piotr Pamuła, Paweł Kopycki czy Przemysław Kuźkow. Po 20 minutach gry gracze Dzików wygrywali 38:26. Druga połowa była bez większej historii. Warszawianie pozwolili jedynie raz się dogonić miejscowym, dzięki punktom spod tablicy Kaszowskiego i Pułkotyckiego. Goście ze stolicy zdobyli dziewięć punktów z rzędu, co znacznie im ułatwiło grę w dalszej rywalizacji aż do końcowej syreny.

Dla Dzików 17 punktów i 5 zbiórek miał Bartosz Majewski, Przemysław Kuźkow dodał 16 punktów i 6 zbiórek. Żaden z zawodników Decki nie przekroczył dwucyfrowej bariery punktowej. Dziewięć „oczek”, 6 asyst i 5 zbiórek rzucił Mariusz Konopatzki. Warszawscy gracze są w grze o play-offy, a najbliższe starcie z Miastem Szkła będzie należało do tych istotnych. Pelplinianie mimo tej klęski mają zapewnione miejsce na przyszły sezon w Suzuki 1 Lidze, bo w środowy wieczór doszło do triumfu w Zgorzelcu. Kogo?

MKKS Żak Koszalin – SKS Starogard Gdański 71:49 STATYSTYKI

Koszalinianie wywalczyli w ostatnią niedzielę utrzymanie na zapleczu ekstraklasy, pokonując po dogrywce łowickiego Księżaka. Tym samym podopieczni trenera Piotra Ignatowicza podeszli do tego starcia bez większej presji. Z kolei starogardzianie wiedzieli, że środowa wiktoria nad Żakiem pozwoli postawić następny krok w kierunku play-off. Zwłaszcza, że podopieczni trenera Popiołka mogą wywalczyć maksymalnie 6. pozycję jak krakowianie teoretycznie wpadną z rezerwami Śląska i Sokołem.

Mecz rozstrzygnął się w premierowej odsłonie. Początek meczu wskazywał, że dostaniemy wyrównaną rywalizację to w późniejszym fragmencie Żak wyraźnie odskoczył. Dzięki dobrym akcjom Tomaszewskiego, Harrisa i Sewioła przewaga Żaka po tej części wyniosła 14 „oczek” (25:11). W następnych kwartach gracze Diabłów gonili do końca rywalizacji rezultat, co w paru momentach się to udawało. Dzięki skutecznym akcjom Szymona Ryżka i Szymona Ćwiklińskiego udawało się zmniejszyć straty do siedmiu, ośmiu punktów. To było zupełnie na tyle na co koszalinianie mogli pozwolić przyjezdnym. W następnych minutach rywalizacji Wiktor Sewioł-Jakub Dłoniak bardzo aktywnie punktowali z pomalowanego pola, a na desce nie zawodził Darrell Harris. W ten oto sposób, Żak Koszalin bardzo pewnie ograł Kociewskie Diabły 71:49.

Wiktor Sewioł skończył zawody z dorobkiem double-double (22 punkty i 13 zbiórek). Po stronie starogardzian 22 „oczka” uzyskał Szymon Ryżek, a 16 punktów dokooptował Szymon Ćwikliński. Starogardzianie, by móc myśleć o play-offach muszą ostatnie dwa starcia wygrać, a ponadto liczyć na wpadkę WKK oraz Dzików w jednym z dwóch meczów.

PGE Turów Zgorzelec – Księżak Łowicz 97:90 STATYSTYKI

Starcie dwóch ekip z dolnych rejonów tabeli zapowiadało się interesująco. Zgorzelczanie raczej grali bez większej presji, ponieważ w ubiegłej kolejce ulegli przed własną publicznością z Dzikami Warszawa. Ponadto korzystny wynik Żaka z Księżakiem sprawił, że stracili jakiekolwiek szansę na pozostanie na zapleczu. Nieco inaczej wyglądało to z perspektywy Księżaka, bo podopieczni trenera Knapa mieli matematyczne szanse na utrzymanie. Wystarczyło jedynie to starcie wygrać, lecz ostatecznie padło na korzyść Turowa.

Pierwsza połowa zakończyła się remisowym rezultatem, bo pierwszą kwartę czterema punktami wygrali goście z Łowicza (22:26), a następną odsłonę tą samą różnicą wygrali zawodnicy w białych strojach (24:20). Trzecia kwarta była wystarczająco wyrównana i z wieloma zmianami prowadzeń. Tą ćwiartkę minimalnie wygrali zawodnicy Turowa, dzięki punktom spod obręczy Filipa Pruefera. Na początku ostatniej dziesiątki Turów otworzył trzypunktowymi akcjami Mateusza Stawiaka i punktami z pomalowanego pola Adriana Kordalskiego (81:69). Księżak w następnych minutach starał się odpowiedzieć na tę falę punktami Maksymiliana Motela, Michała Jankowskiego czy Mateusza Fatza. Jednak Bartosz Bochno wraz z kolegami skuteczni utrudniali nadrobienie strat Księżaka. Jankowski wraz z Robakiem starali się mocno nawiązać rywalizację, lecz nie wystarczyło czasu i to Turów wyszedł z boju zwycięsko.

Najlepiej na boisku zaprezentował się Adrian Kordalski, zdobywca 25 punktów, a 22 punkty dorzucił Mateusz Stawiak. W pokonanym zespole 26 punktów zaliczył Michał Jankowski. Po 17 „oczek” dodali Piotr Robak i Mateusz Fatz. Jednak Księżak i Turów tym samym będą musieli w przyszłym sezonie zadowolić się grą na drugoligowych boiskach.

Sensation Kotwica Kołobrzeg – TBS Śląsk II Wrocław 86:73 STATYSTYKI

Kołobrzeżanie przed tą rywalizacją znajdują się w czołowej trójce i najprawdopodobniej będą starali się bić o te rejony w ostatnich starciach. Natomiast gracze rezerw Śląska tym zwycięstwem mogli sobie poprawić humor, bo ich nadzieje na play-offy praktycznie wygasły.

Od początku w nieco lepszej dyspozycji byli kołobrzeżanie. Wyróżniali się Piotr Śmigielski, Karol Kutta, którzy trafiali zza łuku jak i z półdystansu. Równocześnie po wrocławskiej stronie skutecznie grał Jakub Bereszyński, a zaraz po nim solidnie punktowali Miłosz Góreńczyk czy Mateusz Wojciechowski, którzy nie mylili się zza linii 6,75m. Jednak Czarodzieje z Wydm również przygotowali trzypunktowe odpowiedzi, które skutecznie wykorzystali Witalij Kowalenko oraz Wojciech Jakubiak, dając pięciopunktową zaliczkę (28:23). Jeszcze lepiej miejscowi wypadli w następnej kwarcie, gdzie z dystansu nie mylił się Damian Pieloch, a z wolnych Mateusz Itrich. Solidną porcję punktów dali także Kurpisz oraz Jakubiak. W ten sposób gracze Kotwicy wyjaśnili sobie sprawę zwycięstwa.

Wrocławianie w drugiej połowie zagrali nieco lepiej, lecz nie wystarczająco, aby nadrobić wyraźną przepaść. Ofensywę gospodarzy napędzał w środowy wieczór Damian Pieloch, autor 26 punktów i 6 zbiórek. Piotr Śmigielski dołożył 12 punktów, 8 asyst i 7 zbiórek. We wrocławskim obozie 19 punktów uzyskał Miłosz Góreńczyk. W ten sposób koszykarze Sensation Kotwicy Kołobrzeg mają zapewnione minimum trzecie miejsce po rundzie zasadniczej.

Górnik Trans.eu Wałbrzych – Rawlplug Sokół Łańcut 85:91 STATYSTYKI

Wielki hit dostaliśmy w wałbrzyskim Aqua Zdroju. Zwłaszcza, że Górnicy tą wiktorią mogli mocno pokrzyżować szyki Sokołom, którzy mają przed sobą starcia z Kotwicą i krakowskim AGH-em. Z kolei podopieczni trenera Kaszowskiego tym triumfem zamknęliby drogę wałbrzyszanom do pozycji lidera do końca rundy zasadniczej. W ten sposób zapowiadał się całkiem ciekawy spektakl.

Pierwsza kwarta konfrontacji była nadzwyczaj wyrównana, ponieważ oba zespoły potrafiły wyjść na najwyżej kilkupunktowe zaliczki, które szybko zostały nadrabiane. W ciut lepszych nastrojach po tej dyszce wyszli Górnicy, gdy spod kosza trafił Damian Cechniak (20:19). Los odmienił się w drugiej części, gdy to Sokół zaczął lepiej funkcjonować w ataku. Celnie zza łuku trafiali Czerwonka, Struski oraz Pisarczyk. Po kolejnych punktach zdobytych przez Przemysława Wronę przyjezdni z Łańcuta mieli 8-punktowe prowadzenie (27:35). Hubert Pabian z Marcinem Dymałą swoimi trafieniami próbowali zbliżyć się do Sokoła, lecz w odpowiedzi Mateusz Bręk oraz Michał Lis punktowali z pola trzech sekund. Z dystansu dołożyli Mateusz Szczypiński i Wojciech Pisarczyk. Po pierwszej połowie Sokół miał 12-punktową zaliczkę (34:46).

Po dłuższej pauzie Górnik zaczął gonić wynik, a skutecznie pomagali Niedźwiedzki, Pabian oraz Kruszczyński. Jednak oponenci nadal trzymali dystans dwucyfrowy za sprawą punktów Nowakowskiego, Szczypińskiego czy Pisarczyka. Następnie w Górniku uaktywnił się Jan Malesa, który wziął na siebie obowiązek zdobywania punktów. Do niego dołączył również Damian Cechniak, aplikując punkty spod kosza. Ciągle zawodnicy z Podkarpacia mieli po trzech kwartach prowadzenie, które wyniosło osiem punktów (60:68). Sporą dawkę emocji zafundowali Górnicy w połowie ostatniej kwarty, gdy spod kosza nie mylili się Dymała oraz Ratajczak. Po punktach drugiego z nich mieliśmy jedynie 4-punktową zaliczkę Sokoła (74:78). Jednak w ważnym momencie zza łuku odpowiedział Bręk, a z półdystansu pocelowali Szczypiński i Struski. Po akcji 2+1 w wykonaniu Nowakowskiego stało się jasne, że koszykarze w czarno-żółtych strojach nie wypuszczą z rąk wiktorii.

Marcin Nowakowski rzucił dla Sokoła 19 punktów, 6 asyst i 5 zbiórek. 15 „oczek” dołożył Wojciech Pisarczyk. Dla Górnika po 16 „oczek” rzucili Marcin Dymała oraz Piotr Niedźwiedzki. W ten sposób Rawlplug Sokół Łańcut ma zapewniony fotel lidera do końca rundy zasadniczej w Suzuki 1 Lidze. Wałbrzyszanie jeśli marzą o pozostaniu na pozycji drugiej muszą zgarnąć komplet punktów w Tychach.

AZS AGH Kraków – Znicz Basket Pruszków 79:83 STATYSTYKI

W krakowskiej hali AGH-a mieliśmy niezły koszykarski thriller. Zawodnicy Wojciecha Bychawskiego stali przed ogromną szansą na zrównanie się punktowo z Trójkolorowymi. Z kolei gracze Znicza Basket Pruszków walczyli tak na dobrą sprawę o pietruszkę, ponieważ żegnają się po tym sezonie z rozgrywkami Suzuki 1 Ligi Mężczyzn. Jednak wyjazd do Krakowa będą bardzo miło wspominali, bo wywieźli stąd zwycięstwo.

Pruszkowianie po dość słabszym początku zdobyli osiem punktów pod rząd, co po trójce Kamińskiego i 2+1 Sulińskiego dało im prowadzenie (5:9). Po następnym fragmencie meczu przewaga wzrosła do ośmiu „oczek” po udanej akcji Arkadiusza Adamczaka. Jednak gospodarze wrzucili wyższy bieg, notując serię 11:2, która po trafieniu zza łuku Pawła Zmarlaka dała prowadzenie (18:17). Inicjatywę w końcowych fragmentach tej kwarty przejęli przyjezdni. Tym razem nie zawodzili Tokarski, Pawlak oraz Czosnowski.

Druga kwarta padła pod dyktando graczy AGH-a. W niej skutecznie pod koszem grał Wojciech Fraś wraz z Wojciechem Leszczyńskim, natomiast bezbłędnie aplikował punkty z wolnych i z półdystansu Damian Dyrda. W ten sposób krakowianie mieli 7-punktową zaliczkę nad Zniczem. Inny obraz zobaczyliśmy w drugiej połowie, a bardziej bojowi stali się przyjezdni. Mocno aktywnością w drugiej połowie wykazał się Szymon Walczaka, zdobywając 19 punktów. W crunch-time 24-letniemu rozgrywającemu nie zadrżała ręka na linii rzutów wolnych, wykonując je wręcz perfekcyjnie. Niekorzystny rezultat próbowali odwrócić Fraś z Dyrdą, lecz zabrakło większego zaangażowania.

Szymon Walczak skończył zawody na 30 punktach i 8 zbiórkach. Po 11 „oczek” dodali Łukasz Bodych oraz Adrian Suliński. W zespole AGH brylował Damian Dyrda, autor 19 punktów. Po 18 punktów dodali Wojciech Fraś (13 zbiórek) i Paweł Zmarlak. Zawodnicy z Kraka mają zapewnione miejsce w play-off, a ponadto jedno zwycięstwo może im dać 6.lokatę po sezonie zasadniczym.

KW